Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w dwóch słowach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w dwóch słowach. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2025

Być


       Masz smutny wzrok
       Patrzysz na swoje dłonie
       Trzesz opuszkiem palca o opuszek

       Palisz nie mówisz nic
       Patrzysz w dół
       Na stopy piasek cienie

       A gdyby tak palić za dwóch
       Wciągać zapach twój do płuc
       To jakbyś był tu
 
       We mnie przy mnie
       Pod skórą jakby tu
       Bliżej

       Mogłabym być twoim spojrzeniem





niedziela, 16 kwietnia 2023

piątek, 18 listopada 2022

##


Gdzieś gdzie słońce cię budzi

Chodzisz uśmiechasz się do ludzi

Zostawiasz swoje ślady 

Na ścieżkach piaskach bladych


Zbierasz chwile i rozdajesz siebie

Innym z innymi wokół ciebie 

Gdy noc świat ucisza

Z twarzą blisko innej zasypiasz


piątek, 23 września 2022

Skłonność

















Zatańcz jeszcze raz
Chcę patrzyć w twoje oczy znów
Dotknąć twojej dłoni
Wtulić twarz 
w to miejsce pod szyją
Życiem pulsujące 

niedziela, 18 września 2022

Z niczym


W pokoju na kółkach 

latają dmuchawce 

puszki wirują słońcem 

maźnięte 

Uciekają gdy otwierasz drzwi

za tobą

Zostaję z niczym


piątek, 17 czerwca 2016

I

dystansu który nas dzieli
mój głos nie pokona
nigdy wciąż jeszcze

wciąż wierzę że
nastanie dzień
gdy wszystko się zmieni

i będzie tak jak dawniej

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Zaprzestać

jak zadźgana zasztyletowana zmasakrowana 
bez umysłu bez czucia pozostaję w rozsypce
puste członki głodne porozrzucane byle jak
przypadkiem układają się w kształt mnie

bez krwi - na krew mnie nie stać
oszczędzałam ją by buzowała w głowie
rozpalała serce miłością wypływała i wypłynęła 
roztrwoniłam jak podlotek nie pamiętam na czym

pusta jak butelka po zepsutym winie
dławię się żółcią gorzką duszącą śmierdzącą
swoją własną i nieswoją - gorszą

odrastam nie odrastam
stapiam się w widnokrąg porażki 
niech w końcu serce przestanie bić




niedziela, 12 kwietnia 2015

Po prostu

 
alain laboile

patrzysz na mnie 
nie znasz mnie
wybijam z głowy puste zdania 
nie robię wrażenia 
mrużysz oczy
o czym myślisz
czy mnie znasz?

każdego dnia patrzysz na mnie
nie znasz mnie
parzysz kawę uśmiechasz się
mrużę oczy
zastanawiam się
o czym myślisz
czy cię znam?

wolność pragnienie pewność
po prostu wierzyć
że to co widzisz jest prawdą
nie tylko znajomą powłoką
skrywającą obce pragnienia
pewności namiętności

po prostu zaufaj
zaufaj
kolejny raz
ten ostatni

piątek, 3 kwietnia 2015

Nikomu nie powiem

 
alain laboile

Piszę do ciebie. Czekam na słowo. Gest. Marzy mi się, że odpisujesz od razu. Że odpisujesz. Twoje słowa nie przychodzą. Zaczynam się przyzwyczajać do milczenia, pomijania. Jestem jak wymazana gumką treść, która jeszcze chwilę temu była. Nikomu nie powiem, że przestaję istnieć.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Świat





Ludzie idealni. Piękne czyny. Mądre słowa. Perfekcyjnie wytyczone cele. Ostoje szczęścia i pewności. Czy w tym idealnym świecie jest choć trochę miejsce dla nieudaczników i szaleńców? Czy wśród pięknych życiem istnieje miejsce dla beznadziei i ochrypłych głosów? 
Wierzyłam, że istnieje coś ponadto. Więź ponad wszelkie podziały, ponad różnice i klasyfikacje. Więź dwojga ludzi, kilku osób, która w szczęściu i w smutku jest równie mocna. Więź, która trwa bez względu na to, po której stronie tafli sukcesu znajdzie się jedno z nich.
Stoję przed lustrem. Upinam włosy. Maluję usta. Patrzę w swoje oczy. Dwa smutne brązowe punkty. Nie ma dla mnie miejsca w wielkim świecie. W świecie sukcesów. W świecie bez pomyłek. Zamknięta w hermetycznym zlepku słabości i zwątpienia, trwam bez udawania chojraka i z niedostatkiem sił na kolejny krok. Trwam z bladą nadzieją na lepsze jutro, odmianę losu. Czekam. Jak długo i czy w ogóle warto być sobą? Tylko sobą...?
Jak długo wytrzymam bez pancerza pewności i udawanej siły? Jak długo przetrwam bez maski uśmiechu? Czy o głodnych pamiętamy częściej, gdy jesteśmy nasyceni radością, czy nasączeni smutkiem?
Od kilku tygodni dociera do mnie, że w idealnym i lepszym świecie nie ma miejsca dla tych, co zamiast w pięknej łodzi, płyną na dziurawej tratwie, a wspomniana więź jest jak jedwabna cienka nić wyginana wiatrem. Ulotna. Zostaje puste miejsce, niechęć, cisza zamiast słodkiej obecności. W radości zapominamy o smutnych, w tańcu o kalekich.
W bajkach dobrzy są dobrzy, źli dostają nauczkę. Ale życie to nie bajka, a moja stopa za duża i zrogowaciała. Wciąż tak uparcie nie pasuje do diamentowego pantofelka. W cuda nie wierzę od kilkunastu lat.


I 2014 

wtorek, 13 stycznia 2015

Dwoje/nie


fot. michael kenna


W gruncie rzeczy nie jest źle.
Stracona nadzieja. Krótkie dnie. Puste.
Zimne noce. Smoliste.
Ale w gruncie rzeczy nie jest źle.
Nie jest. W gruncie. Źle.
To nic nie znaczy.

Zazdroszczę ci twojej En.
Dni wypełnionych realizacją.
Nocy ciepłych. Z farelką.
Może jest nawet dobrze.
Może. Jest. Dobrze.
To nic nie znaczy.

wtorek, 30 grudnia 2014

Suchość w ustach.

Chciałabym czuć się docenioną.
Usłyszeć, że zasługuję. Zasłużyłam.
Wierzyć, że koleje mojego losu nie są przypadkiem
wytyczonym przez tabele, zestawienia, wykresy, cyferki.
Wierzyć, że są działaniem zamierzonym i zasłużonym.
Że nie są tylko niechcianym przez niektórych wypadkiem. 
Zewidencjonowanym incydentem - awansem. 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Grudzień

Znów tak szybko minął czas. Grudzień jest i zaraz się skończy. A ja znów stoję w miejscu. Rok minął jak nie rok. Pamiętam moje zeszłoroczne dylematy odnośnie zakupu prezentów dla bliskich, a tu pojawią się kolejne. Świeższe, teraźniejsze.  Minął rok. Znów zima. Znów mróz. Znów zapach choinek. Kolorowe miasta uzbrojone w namiastki gwiazd. Znów minął rok...
Czas podsumowania i analiz. Czas życzeń i zapomnień. Czas przebaczenia i miłości. Dla niektórych czas żałoby i tęsknoty.

Jest późno. Zamiast spać, by być wypoczętą i przygotowaną na jutrzejszy gorący czas w pracy, siedzę, myślę i piję kompot z agrestu. Zapach agrestu przywołuje na myśl wspomnienia z dzieciństwa. Coroczne zbieranie agrestu z mało gościnnych krzewów. Dla niektórych nieszczęśników  zwieńczone ciałem w czerwone zygzaki. Zielone piłeczki pękające z trzaskiem pod naciskiem zębów. Żółty agrest był najlepszy. Miękki i słodki. Kiedyś wolałam żółty, dziś zjadam jedynie te z kompotu i szczerze mówiąc nawet nie skupiam się nad ich rodzajem. Z czasem obojętniejemy na wszystko. Stajemy się maszynami ukierunkowanymi na realizowanie jakiegoś bliżej nieokreślonego planu. Gubimy siebie między godzinami i kolejnymi kartkami kalendarza.

Nie lubię grudnia. Najszybciej mijający miesiąc w roku. Wbrew logice i matematyce. Mikołaj, Święta, Sylwester. W grudniu kończy się rok. W grudniu co rok się starzeję. W grudniu kończy się jesień, zaczyna zima. W grudniu krótkie dni, melancholie i tęsknoty. W grudniu zimne noce, szybkie zmierzchy. W grudniu ci samotni są bardziej samotni, ci szczęśliwi są bardziej szczęśliwi. Wszystko jest bardziej. 

Marzy mi się spokojny grudzień.  Cały grudzień, a nie tylko Święta bez pracy i pogoni za zakupami. Z dala od zgiełku miast i nienawiści. Gdzie nic nie muszę.  W zaciszu ciepłego domu z zapachem świerku i pomarańczy. Wśród przyjaciół i rodziny.  Z tobą...

22.12.2009

poniedziałek, 24 listopada 2014

Nieistotni

W wydarzeniach ważnych zapomniani. Pozostawieni, pominięci i zmięci w oczekiwaniu. Pod ciężarem niepewności pozbawieni oddechu. Utkani z ciemnych myśli i prawdopodobieństw.   Między jedną liczbą, talerzem, płytą chodnikową wciskają ciepłą myśl i wyrzucają niepokój.  Na każdy dźwięk biegną. Rzucają się w przestrzeń ludzi dla nich nieobojętnych. Ważnych.
Tymczasem padają ofiarą niepamięci. Giną jak muchy zwabieni przez lep obietnic i wyobrażeń. W niepokoju i nudzie istnieją. W radości zupełnie nieistotni.  Nieistoty.  Żal mi ich. Żal mi siebie.


24.11.2014 18:20

czwartek, 30 października 2014

Tyk-tak

Dzisiejsza noc minęła szybko, a raczej jej fragment, który poświęciłam na odpoczynek bogów.  To pierwsza noc od paru tygodni, może miesięcy, w której był sen. Sen był jeden, nieprzerwany przez bezsenną ciszę i trwał szczęśliwie aż do poranka. Spać nie znaczy śnić. By śnić nie trzeba spać. A ja spałam. Spałam i śniłam.  Zasługę owego stanu rzeczy i umysłu można by z pewnością przypisać spożytym procentom. Wczoraj w rodzinie podwójne urodziny. Trzydzieste. Sześćdziesiąte siódme.  Śmiech, radości, alkohol, prezenty. Różne prezenty, różne radości, inne myślenie o życiu. Dla każdego z nich urodziny i kolejny przeżyty rok oznacza co innego. I kolejny rozpoczęty przyniesie co innego. Mimo wieku, płci, marzeń czas jednakowo nieuchronny dla wszystkich. Mija. Przemija. Znika. Zmienia nas. Jednych niszczy, drugim pozwala się odradzać, zmieniać, żyć. Walczyć z iluzja, iluzją żyć.  Statystyki, zegary, kalendarze – wytwory ludzkich umysłów bezlitośnie nas ścigają, wyliczając nam czas od do.  Od narodzin do śmierci. Od dzieciństwa do dorosłości. Od młodości do starości. Od miłości do jej kresu. Od bycia razem do smutnej samotności. Od radości  do smutku. Od-do. Od-do. Jak zgubne tyk-tak, tyk-tak wystukiwane przez zegary. Tyk-tak. Zegar, czas, życie, my. Tyk-tak. Tyk-tak. Radość, uśmiech, ty. Tyk tak. Smutek, pustka, żal. Tyk-tak. Wino, łzy, piękne sny. Ty. Jeszcze łyk. Łyk-łyk-łyk. Niech tej nocy bezsenność będzie inna...

11.10.2009

poniedziałek, 27 października 2014

##


budzę wschód
wyprowadzam jak psa
przez dzień
potykając się o smycz

pod paznokciami
zarósł cień
- demencja chęci
rozdrapane strupy
świadomości