niedziela, 30 listopada 2014

##

budzę się u jego stóp
zwinięta w sobie
niczym w ślimaczej muszli
słyszę szepty drzew
obranych z zielonych piór
przed oczami głuszce
ożywiają pola 
nieruchome

w starym domu
podsycam ogień
wypuszczam w niebo
białymi latawcami
patrzę w błękit oczu
nie pamiętam
czy to już było
czy dopiero będzie




2 komentarze :

  1. Niepamięć. Chwilami najlepsze co może być.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię zaczerpnąć bieli z Twojego źródła :)

    OdpowiedzUsuń